Ten wpis dedykuję wszystkim kobietom perfekcjonistkom i ich mężom.
Poniższe zdjęcie przedstawia mój zeszłoroczny świąteczny owies – ozdobę, która miała być główną dekoracją wielkanocnego stołu. Jak widzicie, daleko mu do ideału. Jeszcze kilka lat temu wpadłabym w panikę i popędziłabym na targ, by kupić nowy, idealny owies. A teraz? Obśmiałam to i zrobiłam sobie zdjęcie na pamiątkę – żeby przypominało mi, że nie wszystko musi być perfekcyjne, tak jak to sobie zaplanowałam w swoim „idealnym” świecie.
Kiedyś organizowałam rodzinne przyjęcia, które musiały zachwycać. Wychodząc na zakupy, nawet do Biedronki, musiałam wyglądać nienagannie. Ważyłam 52 kg i wydawało mi się, że wciąż jestem „za gruba” (o matko, jak bardzo chciałabym cofnąć się w czasie i powiedzieć sobie, żeby przestała się przejmować!). Ale z czasem, a może raczej z wiekiem (tak, to zazwyczaj dzieje się około czterdziestki), zaczęłam dostrzegać, co jest naprawdę ważne.
Dziś wiem, że bardziej liczy się to, z kim spędzam przyjęcia, niż to, co na nich podaję. Że mogę wyjść do sklepu bez makijażu i nic się nie stanie – najwyżej ktoś mnie nie rozpozna. Że moje ciało jest mapą moich życiowych doświadczeń, a nie obiektem do wiecznej krytyki.
Bo czy świat stanie się lepszy, jeśli moje okna będą najczystsze na całej ulicy, a trawnik w ogródku idealnie przystrzyżony? Może zamiast tego moja rodzina bardziej skorzysta, gdy spędzimy ten czas razem – na wyjeździe w góry albo w kinie?
Czy moje dzieci będą lepszymi ludźmi, jeśli na ich świadectwach będą same piątki? Może więcej zyskają, jeśli skupią się na przedmiotach, które naprawdę ich interesują, i rozwijaniu swoich talentów?
Czy ja będę szczęśliwsza, spełniając oczekiwania innych? Może bardziej warto postawić na swoje potrzeby i nauczyć się wyznaczać granice, by poczuć, że naprawdę dbam o siebie.
Tego samego życzę Tobie, droga Czytelniczko – byś czasem poluzowała kokardy w kucykach i poczuła, że możesz być IDEALNA w byciu nieIDEALNĄ. A Ty, drogi mężu perfekcyjnej żony, postaraj się zrozumieć, z jakim napięciem i presją ona musi się czasem zmagać. To presja, którą sama na siebie nakłada – a ta bywa trudniejsza do zniesienia niż jakakolwiek presja z zewnątrz.